Przy okazji planowania każdego projektu, niezależnie, czy stawiamy serwis WWW dla wielbicieli kawy, agregat ofert podróżniczych czy sklep z wykałaczkami, nadchodzi ten magiczny moment, ta chwila prawdy, gdy wszyscy biorący udział w projektowaniu zaczynają debatować nad pewnym specyficznym zagadnieniem, i każdy, niezależnie od piastowanego stanowiska, ma swoje własne zdanie, i zamierza go bronić aż do śmierci. Każdy mają swoje 5 minut, z których nie zrezygnuje. Chodzi oczywiście o sakramentalne pytanie No dobrze, ale o jakiej domenie myślimy?
A może należy zadać inne pytanie. A czy to ma w ogóle jakiekolwiek znaczenie? Czy mając dobrą funkcjonalność, a słabą nazwę, nadal można odnieść sukces?

Z pomocą przychodzi alexa.com – narzędzie może nie w 100% odwzorowujące Internet, a już na pewno nie polski Internet, ale mimo wszystko, dla odpowiednio dużych serwisów, przy odpowiednim zmrużeniu oczu – coś można z niego wyczytać.
Poniżej zestawienie listy 5 najczęściej odwiedzanych serwisów w Polsce (wg. alexa.com) – sprawdźmy, czy w ich przypadku sukces (w końcu są w Top5 w Polsce, więc to raczej sukces) zależał od nazwy domeny.
1. google.pl
Każdy tam był, każdy zna tę stronę. Jeśli chodzi o nazwę domeny, z punktu widzenia przeciętnego Polaka, jest bliska beznadziejności. Inaczej się czyta, inaczej się pisze, i w dodatku nic nie znaczy. Ciężko wymyśleć coś trudniejszego.
Ale, jak widać, w tym przypadku nie ma to większego znaczenia. Znajomość serwisu i jego funkcjonalności jest tak duża, że już niedługo czasownik guglować (googlować? wyguglać?) wejdzie pewnie do słowników języka polskiego.
Jako kontrprzykład – w inny sposób do kwestii nazwy podeszli autorzy serwisu o podobnej funkcjonalności, przeszukiwarki szukacz.pl. I chociaż słowo szukać jest rdzennie polskie i domena szukacz.pl sama tłumaczy przeznaczenie serwisu, trudno tu mówić o sukcesie.
Przykład google.pl dobitnie pokazuje, że dla użytkowników ważna jest przede wszystkim funkcjonalność. Nazwa domeny w tym przypadku jest całkowicie nieistotna.
2. nasza-klasa.pl
Tutaj inny, równie ciekawy przypadek. Nasza-klasa.pl zaczynała jako serwis łączący osoby z tych samych klas (szkół) – obecnie jest to największy portal społecznościowy w Polsce, gdzie relacje pomiędzy ludźmi daleko wyszły poza szkolny schemat. Czy niedopasowana (w obecnej chwili) nazwa hamuje rozwój serwisu?
Oczywiście nie, i ostatnie ruchy tego serwisu (włączenie w swoje struktury przeszukiwarki Internetu oraz platformy aukcyjnej) pokazują, jak daleko odchodzi on od koncepcji szkolnej ławki. Czy użytkownik nie skorzysta z tej nowej funkcjonalności, bo nazwa domeny to nasza-klasa.pl, więc nie będzie kupował czy przeszukiwał? Raczej wątpliwe…
Po analizie dwóch serwisów (google.pl i nasza-klasa.pl), 2:0 dla funkcjonalności.
3. onet.pl
Pierwszy na liście skrótowiec (geneza nazwy domeny wyjaśniona tutaj: http://pl.wikipedia.org/wiki/Onet.pl). Jak w przypadku każdego skrótowca, problemem jest to, że taki skrótowiec zaczyna żyć własnym życiem, i staje się nowym słowem w języku. W ten sam sposób, jak NASK, GIODO, DHL, UPS, stają się oddzielnymi, od swoich pełnych nazw, bytami. Często osoby znające skrót nie są w stanie go „odcyfrować” – w świadomości, i na poziomie języka, używany jest tylko skrót, nie pełna nazwa.
To oznacza, że wypromowanie takiego skrótu jest podobnie trudne, jak wypromowanie zupełnie nowego słowa. Jeśli więc ktoś ma ochotę na skrót, i wychodzi coś ciężkiego do wymówienia (np. NFZ) – może lepiej zdecydować się na słowo, które nic nie znaczy, a jest łatwiejsze do wymówienia i zapamiętania.
Onet.pl jest kolejnym dowodem na to, że pomimo użycia słowa, które nie istniało wcześniej w języku polskim, można odnieść sukces. 3:0 dla funkcjonalności.
4. allegro.pl
Witamy ecommerce. Nazwa domeny tej największej w Polsce platformy handlowej nie jest dobra. Poważnym mankamentem jest to, że większości Polaków to słowo pewnie z niczym się nie kojarzy (a powinno), i że nazwa zawiera podwójne l. Można się tylko zastanawiać, o ile łatwiej byłoby zapamiętać nazwę (więc także i wypromować ten serwis), gdyby zamiast allegro.pl właściciele wybrali domenę taką jak zakupy.pl, aukcje.pl, czy chociażby kupujemy.org.
Ale twórcy serwisu wybrali słowo swoją trudnością zbliżoną do google, i… odnieśli sukces. 4:0 dla funkcjonalności.
5. wp.pl
Bardzo podobny do onet.pl przypadek, więc bez zbędnej analizy – 5:0 dla funkcjonalności.
Jak widać, w pierwszej piątce polskiego Internetu wszystkie domeny są (pod względem językowym) dalekie od ideału. I co? I nic. Serwisy odnoszą sukcesy, rozwijają się, nie widać, żeby ich użytkowników nazwy tych domen jakoś znacząco przeszkadzały.
Oczywiście, można się zastanawiać, czy analiza raptem pięciu domen coś daje. Ale taką analizę można rozciągnąć dalej (zadałem sobie ten trud i zbadałem kolejne 15) i wnioski są podobne. Jedynym chlubnym wyjątkiem była znajdująca się na miejscu 10-tym gazeta.pl – super nazwa dla serwisu z wiadomościami, artykułami i reportażami. Ale to był wyjątek. Część z nich miała nazwy może nie idealne, ale całkiem niezłe (np. wikipedia.org, fotka.pl, wrzuta.pl), część równie ciężkie do zapamiętania jak google.pl (np. youtube.com, o2.pl, rapidshare.com).
Statystyka jest jednak nie ubłagana – w zasadzie nazwa nie stanowi jakiegoś wielkiego czynnika przy odnoszeniu sukcesu. Jeśli się ma powieść – powiedzie się pomimo głupiej domeny. Jeśli ma upaść – nawet najlepsza domena nie pomoże.
Może więc internetowa2.pl to nie jest taki najgorszy pomysł…
W piłce nożnej wynik 5:0 to albo kompletna dominacja albo.. kupiony mecz ;-) Z wynikiem powyżej jest chyba podobnie…
Nasza-klasa np. mogłaby być pięknym kontrargumentem – co z tego że aktualnie serwis daleko wyszedł poza schemat “naszo-klasowy” – skoro wystartował i rozwinąl się właśnie dzięki temu oryginalnemu schematowi – i mimo wszystko właśnie w związku z oryginalną funkcjonalnościa jest najbardziej rozpoznawalny?
Nie mówie, że nazwa serwisu jest ważna – zgadzam się, że nie jest najważniejsza – ale chyba jednak taka zupełnie nieważna też nie jest..? Bo wtedy równie dobrze można by uznać, że szata graficzna jest nieważna. I że opakowania produktów powinny być czarno-białe – będzie oszczędniej i bardziej pro-ekologicznie ;-)
Zastępy marketingowców, copywriterów, product-developerów – chyba nie mają takiej do końca nieważnej pracy?
Nazwa jest ważna. Opakowanie czy design są ważne. Tyle tylko, że mimo wszystko najważniejszy jest content – to co tak naprawdę jest w środku. Na krótką metę można sprzedać wszystko – na dłuższą, kupujemy już tylko to co nas przekonuje. I to właśnie w długim czasie, nazwa przestaje być ważna – bo staje się tylko brandem, marką – synonimem contentuczy usługi o którą nam naprawdę chodzi.