Jeden z moich poprzednich wpisów, ten o wysyłaniu dużej ilości maili, w którym newsletter polskiego serwisu wysyłany jest z francuskich maszyn, dotknął całkiem ciekawego problemu – czy można dzisiaj określić ze 100% pewnością, który kawałek naszej strony internetowej jest polski? A który francuski? Amerykański? Australijski?
Jeśli się tak bliżej przyjrzeć, obecnie naprawdę trudno jest już znaleźć stronę WWW w całości mieszczącą w obrębie jednego kraju. Rozważmy nawet tak mały projekt, jak nasz blog Internetowa2.pl. Rozbierzmy go na czynniki pierwsze:
a) Serwery DNS – Francja
b) Bazy danych, skrypty – Francja
c) Serwer trzymający kopie zapasowe – Szwecja
d) Poczta – wykorzystane serwery Google (gdzieś w USA / Europa – Belgia?)
e) Wstawki Ajaxowe – skrypty hostowane z USA
f) FeedBurner (od Google) – też chyba USA (chociaż równie dobrze może to być Europa)
g) Statystyki (Google Analytics) – podobnie jak FeedBurner
Można się tylko domyślać, o ile wzrosłaby liczba krajów (kontynentów), gdybyśmy zainstalowali na naszym blogu jeszcze trochę modułów, widgetów, pluginów, np. do usprawniania dyskusji pod wpisami, awatary dla komentatorów, agregatory informacji, itp.
Coraz trudniej jest, i sytuacja będzie się tylko komplikować, wskazać konkretny kraj, w którym zachodzi ten, czy inny proces w serwisie WWW. A to oznacza naprawdę ciężki orzech do zgryzienia dla sądownictwa. Jeśli mój blog pokazuje wypowiedź kolegi z Holandii, który podpisuje się pod nią imieniem i nazwiskiem, to gdzie przetwarzane są dane osobowe? W Polsce (gdzie mieszkam), w Holandii (gdzie on mieszka), czy we Francji (gdzie stoi serwer)?
W dodatku ma on awatar ze swoim zdjęciem, hostowany w USA, promujący marihuanę. Czy łamie prawo amerykańskie? Holenderskie? Polskie? A może to my (właściciele bloga) łamiemy w takiej sytuacji któreś polskie prawo?
I tak jak napisałem dwa akapity wyżej, sytuacja prawna serwisów WWW będzie się tylko komplikować… :)
Nie chce wchodzic w tematy metafizyczne ;-) ale temat tego posta o takie powoli zahacza… Fakt, Internet sie specjalnie granicami politycznymi nie przejmuje. A jurysdykcjami tychże jeszcze mniej. Czy to dobrze? Na to pytanie ilu ludzi tyle odpowiedzi.. moja jest taka: zabrzmi metafizyczanie ale twór Państwa jest bądź co bądź sztucznym tworem – a zjawiska takie jak Internet tylko ten fakt buńczucznie podkreślają.
Czy Państwa będą w stanie ten stan rzeczy ogarnąć i skontrolować? Wątpie. Przyspieszenie jakie następuje (i cały czas postępuje) w świecie technologii jest porażające i w zasadzie wykładnicze – mówię tu zarówno o ilości danych dostępnych w sieci, jak i sposobach dostępu do nich i ich manipulacji.
Czy Państwa które z zasady i definicji działają trochę jak korporacje mogą tę niekontrolowaną eksplozję wolności ogarnąć – myślę, że na pewno będą próbować – ale czy im się to uda, to inna sprawa. Stawiam na duże: NIE. Czy to źle? Myślę, że nie, bo czego tu żałować jeśli jednego dnia idziemy spać w Polsce, a drugie budzimy się… w szerokim świecie?